Narzędzia użytkownika

Narzędzia witryny


historie_prawdziwe

Historie Prawdziwe vol. 1

W tym miejscu będą zapisywane historie, które zdarzyły się naprawdę.

Wymizerowany synek

Do państwa Sz. na świeta zawsze przyjeżdżała mama pana Sz. I zawsze mówiła o swoim synu „oj, jaki on wymizerowany!”. Aż w końcu żona pana Sz. nie chciała tego dłuzej słuchać, i jak któregoś razu mama przyjechała na święta, to pani Sz. zaskoczyła mamę i powiedziała „oj zobacz mamo, jaki on wymizerowany”. A mama popatrzyła na swojego syna i powiedziała „ee, a skądże!”.

[Filip Stefaniak] 2005-05-29 21:14

Spotkanie meneli

Moja siostra mówiła, że wieczorem wczoraj1) słyszała pod oknem rozmowę meneli:

- Jutro o 800 wychodzę z psem.
- Dobra, to ja coś kupię.

[Mateusz] 2005-05-29 23:13

Mniejsze zło

Moja koleżanka opowiadała: jej ojciec kiedyś ciut wypiwszy wjechał autem w dom. Jak przyjechała policja (milicja chyba jeszcze wtedy) pozorował atak wyrostka. Zrobili mu zbędną operację, ale kary uniknął.

[Piotr Sobolewski] 2005-05-30 06:18

Pożegnanie Wiosny

Dziś, w pierwszy dzień lata, zorganizowałem Pożegnanie Wiosny (trochę na wzór Pożegnania Zimy i topienia Marzanny). Tak więc utopiłem w Wiśle (pośrednio, bo przez kanalizację) symbol wiosny – truskawki (co prawda nieco zepsute).

[Filip Stefaniak] 2005-06-21 00:09

Kalendarzowe czereśnie

Kiedy 1 lipca 2005 Filips kupował czereśnie, to pani powiedziała, że są ładne, bo owoce poczuli lipiec.

[Piotr Sobolewski] 2005-07-02 09:04

Jak facetowi z Prostek rękę ucięło

Kiedy ostatnio jechaliśmy z Ulą osobowym z Mrągowa do Białegostoku (lipiec 2005) to podpity kolejarz w cywilu z maczetą opowiadał nam różne historie. Oto jedna z nich:

Wysocki z Orzysza (co mieszka w blokach niedaleko dworca) jechał drezyną i wiózł podkłady (ciężkie, betonowe). A tak się jak raz złożyło, że przechodził tamtędy facet z Prostek, co ma trzynaścioro dzieci. Wracał po wypłacie i po drodze zasnął pijany, położywszy na torach rękę. Wysocki przejechał mu po ręce i ją w ten sposób obciął. Zaraz przyjechała policja i kazali mu dmuchać w balonik, na szczęście był trzeźwy.

[Piotr Sobolewski] 2005-07-16 13:23

Dziewczyna braci B.

historia z dawnych archiwów Smutku Podlasia, z roku 1999

Żednia, gmina Michałowo, bracia Borsuki, około 40-50 lat. Mają wspólną dziewczyne (ksywa Fifka). Kiedyś mieli inną dziewczynę, ale ona miała złoty pierścionek. Chcieli go przepić, nie dało się zdjąć, to obcięli jej palec i gołą na tory wyrzucili, skąd zabrało ją pogotowie. (na podstawie opwiesci Tomasza Szewczyka z B-stoku co ma babcie w Zedni)

[Piotr Sobolewski] 2005-07-16 13:41

Wstrząsający telefon

Dziś w pracy, jak zadzwonił telefon, to tak zadzwonił, że aż spadła słuchawka.

Filip Stefaniak, 2005-09-15 17:18

Dlaczego zima zaskakuje drogowców

Opowieść z wizyty u rodziny. Znajoma miała w rodzinie drogowca. I go kiedyś spytała, dlaczego zima zaskakuje drogowców. No i on odpowiedział:
– to jest tak, że drogowcy zaczynają wypatrywać zimy w połowie października (żeby nie być zaskoczonym). Ale już w połowie listopada kończy się budżet przeznaczony na obserwatorów, więc kończą się obserwacje. A potem jak przychodzi zima, to drogowcy są zaskoczeni.

[Filip Stefaniak] 2005-09-16 14:29

Zysk

Znajoma opowiadała, że kieeeedyś w PKP, jak osiągnięta strata była mniejsza niż planowana, to mówiło się o zysku.

[Filip Stefaniak] 2005-09-16 14:30

Psotne wnuczki

Opowieść z mojej rodziny. Antonina S. z domu Z., ur. 1848. Jej synowa, Helena S., wspomina ją tak:

Dobra kobieta, żyła 97 lat, pogrzeb w N., nigdy nie złościła się na wnuczki. Kiedy wnuki w zabawie wyrwali drzwi powiedziała tylko: dzieci, dzieci, żeby wam fe było.

[Piotr Sobolewski] 2005-09-29 20:53

Opowieść Macieja C. jak jego tata był we wojsku

Tło sytuacyjne: dawno, jakieś kilka lat temu; grupa znajomych, opowiadania różne ciekawe, zeszło na historie z wojska. Bo wiadomo, we wojsku najfajniejsze przygody.

Głos zabiera Maciej. „Gdy mój tata był w wojsku…” (tu wszyscy słuchacze zamieniają się w słuch) „Gdy mój tata był w wojsku, mówi Maciej to raz wracał z jednostki do domu pociągiem…” (tu wszyscy słuchacze zamieniają się w jeszcze większy słuch, bo wiadomo - podczas powrotów najfajniej - alkohol, wygłupy) „… to raz zasnął.” - mówi Maciej (tu poziom napięcia wśród słuchaczy sięgnął zenitu. Każden ginął w domysłach, co też mogło się przytrafić). „Zasnął i śpi. I… (tu Maciej dramatycznie zawiesił głos…) … zasnął i przejechał stację.

Koniec.

[Filip Stefaniak] 2005-10-04 20:46

Uderzenie mapą

Jedna koleżanka biła kolegę mapą turystyczną po głowie. Kolega pyta:
- Jolcia, czemu mnie bijesz mapą?
- Bo to bitmapa.

(ale jak się mówi, to jest śmieszniej, bo można powiedzieć beat-mapa.)

[Filip Stefaniak] 2006-01-02 20:31

Pieprz i wanilia

Marcin opowiadał, że jego babcia opowiadała, że kiedyś na wiejskich weselach chłopcy przed tańcami posypywali podłogę pieprzem, co miało powodować większe chęci u niewiast.

[Filip Stefaniak] 2006-01-17 14:50

Niekumaty dziadek i technika

Marcin (inny) opowiadał, że pod koniec lat 80-tych kupili wideo. No i tata jakoś w grudniu cyz lutym nagrał film z telewizji. I tak się złożyło, ze film cała rodzina oglądała dopiero w wakacje letnie. A na kasecie, oprócz filmu, nagrało się trochę wiadomości, z prognozą pogody, gdzie mówiono, że w nocy temperatura spadnie do -10 stopni C przy gruncie. A jak rodzina oglądała to nagranie w lipcu, to dziadek, który nie skumał, że to jest nagranie, to powiedział „Co to się, k, porobiło”.

[Filip Stefaniak] 2006-02-22 23:49

W tym miejscu będą zapisywane historie, które zdarzyły się naprawdę.

Wymizerowany synek

Do państwa Sz. na świeta zawsze przyjeżdżała mama pana Sz. I zawsze mówiła o swoim synu „oj, jaki on wymizerowany!”. Aż w końcu żona pana Sz. nie chciała tego dłuzej słuchać, i jak któregoś razu mama przyjechała na święta, to pani Sz. zaskoczyła mamę i powiedziała „oj zobacz mamo, jaki on wymizerowany”. A mama popatrzyła na swojego syna i powiedziała „ee, a skądże!”.

[Filip Stefaniak] 2005-05-29 21:14

Spotkanie meneli

Moja siostra mówiła, że wieczorem wczoraj2) słyszała pod oknem rozmowę meneli:

- Jutro o 800 wychodzę z psem.
- Dobra, to ja coś kupię.

[Mateusz] 2005-05-29 23:13

Mniejsze zło

Moja koleżanka opowiadała: jej ojciec kiedyś ciut wypiwszy wjechał autem w dom. Jak przyjechała policja (milicja chyba jeszcze wtedy) pozorował atak wyrostka. Zrobili mu zbędną operację, ale kary uniknął.

[Piotr Sobolewski] 2005-05-30 06:18

Pożegnanie Wiosny

Dziś, w pierwszy dzień lata, zorganizowałem Pożegnanie Wiosny (trochę na wzór Pożegnania Zimy i topienia Marzanny). Tak więc utopiłem w Wiśle (pośrednio, bo przez kanalizację) symbol wiosny – truskawki (co prawda nieco zepsute).

[Filip Stefaniak] 2005-06-21 00:09

Kalendarzowe czereśnie

Kiedy 1 lipca 2005 Filips kupował czereśnie, to pani powiedziała, że są ładne, bo owoce poczuli lipiec.

[Piotr Sobolewski] 2005-07-02 09:04

Jak facetowi z Prostek rękę ucięło

Kiedy ostatnio jechaliśmy z Ulą osobowym z Mrągowa do Białegostoku (lipiec 2005) to podpity kolejarz w cywilu z maczetą opowiadał nam różne historie. Oto jedna z nich:

Wysocki z Orzysza (co mieszka w blokach niedaleko dworca) jechał drezyną i wiózł podkłady (ciężkie, betonowe). A tak się jak raz złożyło, że przechodził tamtędy facet z Prostek, co ma trzynaścioro dzieci. Wracał po wypłacie i po drodze zasnął pijany, położywszy na torach rękę. Wysocki przejechał mu po ręce i ją w ten sposób obciął. Zaraz przyjechała policja i kazali mu dmuchać w balonik, na szczęście był trzeźwy.

[Piotr Sobolewski] 2005-07-16 13:23

Dziewczyna braci B.

historia z dawnych archiwów Smutku Podlasia, z roku 1999

Żednia, gmina Michałowo, bracia Borsuki, około 40-50 lat. Mają wspólną dziewczyne (ksywa Fifka). Kiedyś mieli inną dziewczynę, ale ona miała złoty pierścionek. Chcieli go przepić, nie dało się zdjąć, to obcięli jej palec i gołą na tory wyrzucili, skąd zabrało ją pogotowie. (na podstawie opwiesci Tomasza Szewczyka z B-stoku co ma babcie w Zedni)

[Piotr Sobolewski] 2005-07-16 13:41

Wstrząsający telefon

Dziś w pracy, jak zadzwonił telefon, to tak zadzwonił, że aż spadła słuchawka.

Filip Stefaniak, 2005-09-15 17:18

Dlaczego zima zaskakuje drogowców

Opowieść z wizyty u rodziny. Znajoma miała w rodzinie drogowca. I go kiedyś spytała, dlaczego zima zaskakuje drogowców. No i on odpowiedział:
– to jest tak, że drogowcy zaczynają wypatrywać zimy w połowie października (żeby nie być zaskoczonym). Ale już w połowie listopada kończy się budżet przeznaczony na obserwatorów, więc kończą się obserwacje. A potem jak przychodzi zima, to drogowcy są zaskoczeni.

[Filip Stefaniak] 2005-09-16 14:29

Zysk

Znajoma opowiadała, że kieeeedyś w PKP, jak osiągnięta strata była mniejsza niż planowana, to mówiło się o zysku.

[Filip Stefaniak] 2005-09-16 14:30

Psotne wnuczki

Opowieść z mojej rodziny. Antonina S. z domu Z., ur. 1848. Jej synowa, Helena S., wspomina ją tak:

Dobra kobieta, żyła 97 lat, pogrzeb w N., nigdy nie złościła się na wnuczki. Kiedy wnuki w zabawie wyrwali drzwi powiedziała tylko: dzieci, dzieci, żeby wam fe było.

[Piotr Sobolewski] 2005-09-29 20:53

Opowieść Macieja C. jak jego tata był we wojsku

Tło sytuacyjne: dawno, jakieś kilka lat temu; grupa znajomych, opowiadania różne ciekawe, zeszło na historie z wojska. Bo wiadomo, we wojsku najfajniejsze przygody.

Głos zabiera Maciej. „Gdy mój tata był w wojsku…” (tu wszyscy słuchacze zamieniają się w słuch) „Gdy mój tata był w wojsku, mówi Maciej to raz wracał z jednostki do domu pociągiem…” (tu wszyscy słuchacze zamieniają się w jeszcze większy słuch, bo wiadomo - podczas powrotów najfajniej - alkohol, wygłupy) ”… to raz zasnął.„ - mówi Maciej (tu poziom napięcia wśród słuchaczy sięgnął zenitu. Każden ginął w domysłach, co też mogło się przytrafić). „Zasnął i śpi. I… (tu Maciej dramatycznie zawiesił głos…) … zasnął i przejechał stację.

Koniec.

[Filip Stefaniak] 2005-10-04 20:46

Uderzenie mapą

Jedna koleżanka biła kolegę mapą turystyczną po głowie. Kolega pyta:
- Jolcia, czemu mnie bijesz mapą?
- Bo to bitmapa.

(ale jak się mówi, to jest śmieszniej, bo można powiedzieć beat-mapa.)

[Filip Stefaniak] 2006-01-02 20:31

Karp bez ogona

Moja koleżanka K. opowiadała taką historię. Pewna Ania pamiętała od dzieciństwa jak w Wigilię jej mama robiła karpia w galarecie. Zawsze jednak ucinała mu ogon, ale nie sam ogon, tylko tak z 5 cm od końca. Kiedy Ania wyszła za mąż to wypadło przygotować jej karpia w galarecie w rodzinnym domu męża. Za sprawą teściowej, która patrzyła jej na ręce - wszyscy poczęli zastanawiać się czemu to Ania ogon karpiowi ucięła tak szczodrze. Jednak Ania nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Następnego dnia, kiedy gościła z mężem u swojej rodzinki zagadnęła mamę czemu karpiowi ogon się ucina, a nie głowę np. i aż tyle, na co mama zwróciła się do swojej mamy, a babci Ani z tymże pytaniem. Babcia odpowiedziała:
- Aaaaa, bo brytfankę miałam taką fajną, ale krótką.

[Sławek] 2007

Opowieść obieżyświata

Kiedyś wracałem z Egi pociągiem z Lublina do Krakowa i przysiadł się obok pewien gość wyglądu powszedniego jak i ten nasz pociąg. Obok siadła również jego żona (jak się okazało). Gość ten miał wielką potrzebę mówienia, więc najpierw porozglądał się, poprzypatrywał nam i zaczął do nas mówić. Jego monolog traktował o podróżach jakie w życiu odbył i jak ciekawy jest świata i ile zobaczyć można i nauczyć się, że się w głowie nie mieści. Opowiadał, że nawet w Kanadzie był, na wybrzeżu oceanu. Mówił akurat o tym ile można na świecie zobaczyć i nagle przypomniał sobie jakby o żonie i powiedział tak:
- A to moja żona. Pielęgniarką była całe życie. To niech pan powie co ona mogła widzieć…

[Sławek] 2007

Z Grekiem najlepiej dogadać się po grecku

Opowiedział mi to krakowski dominikanin.
Braciszkowie chodzili po górach w Grecji i schodzili do przystanku autobusowego na grecki autobus kursowy. Nie szli jednak zwartymi szeregami lecz ciągnęli się jak nie wiem. No i jak pierwsi doszli na przystanek, to ci z tyłu dochodzili, a ci bardziej z tyłu też dochodzili - tylko że byli jeszcze dalej od tego przystanku. I jak brakowało już ich niewielu, tzn. widać było w oddali ostatnich kilku, którzy nie doszli… wtedy nadjechał autobus. Wsiedli więc ci co byli na przystanku do środka, a dwóch czy trzech stanęło w drzwiach i pokazywało że tam jeszcze idą. Kierowca jednak zaczął zamykać drzwi. Nie znajdując odpowiedniejszych słów zaczęli krzyczeć: „Kyrie eleison!” i kierowca zaczekał.

(W odpowiedzi na liczne listy informuję, że „Kyrie eleison” znaczy po grecku „Panie, zmiłuj się nad nami”.)

[Sławek] 2007

Jak kupowałem baterię na Placu Wszystkich Świętych w Krakowie

Czasem potrzebuję baterii i raz zapragnąłem jej zakupu idąc Placem Wszystkich Świętych w Krakowie. Zaszedłem więc do kiosku z prasą, tytoniem, papierosami i takimi tam, nachyliłem się do wąskiego okienka (zawsze zaglądam jak coś kupuję) i zobaczyłem tam panią siedzącą na krześle. Powiedziałem do niej tak: - Dzień dobry. Jakie ma pani paluszki?
- Takie - odpowiedziała i wystawiła przez okienko obie dłonie.

[Sławek] 2007

Jak zmieniłem trasę pociągu

Jak wyjeżdżaliśmy na majówkę to ja z Karolką wsiadałem w Krakowie Płaszowie, a reszta miała wsiąść na Głównym. Nie mogliśmy otworzyć drzwi środkowych wagonu rowerowego i musieliśmy wpychać się bocznymi. Jak na złość otwierały się drzwi z drugiej strony, ale kto by obchodził pociąg? Przyszła konduktorka i powiedzieliśmy jej że na Głównym dosiądzie się jeszcze 8 osób więc wzięła się za drzwi, ale też nie mogła otworzyć. Przyszedł konduktor i też nie otworzył, przyszli w końcu dwaj panowie w kaskach i też nie otworzyli chociaż jeden nawet kopał.
Konduktorka najpierw się dziwiła bardzo drzwiom a potem zmartwiła się, więc powiedziałem jej na pociechę, że jakoś załadujemy te rowery z sakwami przez wąskie drzwi. I jak jej to powiedziałem to zmartwienie zniknęło i tylko wyskoczyła do budki kolejarskiej na peronie i zadzwoniła na główną dyspozytornię z pytaniem po której stronie na Głównym będą drzwi. Okazało się, że po tej samej co na Płaszowie, więc powiedziała im, żeby zrobili tak, żeby nie były po tej samej tylko po innej.
Pociąg relacji Kraków Płaszów - Suwałki wjechał na dworzec Główny w mieście Krakowie i zatrzymał się tak, że peron był przy tych drzwiach, co się otwierały.

[Sławek] 2007

Jak poszedłem na wagary z Bożeną

Byłem jeszcze w ogólniaku i były to kultowe lata dziewięćdziesiąte. Snując się po mieście popołudniem spotkałem znajomą Bożenę i zacząłem z nią rozmawiać o różnych rzeczach. W trakcie rozmowy ujawniłem swój zamiar nieudania się do szkoły w dniu następnym. I tu usłyszałem z ust Bożeny magiczne: „Idziemy na wagary?!?!”. No cóż… do szkoły czasem nie chodziłem z powodu ogarniającego mnie przekonania o konieczności odpoczynku, ale na wagarach nigdy nie byłem, więc żywo się zainteresowałem sprawą. I tu nastąpił pewien problem, bo Bożena zaproponowała spotkanie gdzieś tam o 7 rano, a ja pomyślałem sobie - że nie dość nie iść do szkoły to jeszcze wstawać o przynajmniej 6.30 to przesada, ale 7.30 wydała mi się już rozsądną godzina do pobudki. Ustaliliśmy w końcu, że Bożena przyjdzie do mnie o 8.00 i razem pójdziemy na wagary. Wypytywała też czy rodzice będą w domu i kiedy zapewniłem, że ok. 7.45 dom się wyludni przystała na takie warunki, a ja byłem rad, że pośpię sobie do 7.30, nie pójdę do szkoły i jeszcze zaliczę pierwsze w życiu wagary. Wytłumaczyłem Bożenie gdzie mieszkam, pożegnałem się z nią i z radości, że fajny dzień się zapowiada - włóczyłem się nadal, ale już z kumplami, po mieście do późnej nocy.
Nazajutrz bladym świtem obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałem na zegarek, była 8.05. Ku mojemu zdumieniu usłyszałem jak mama otwiera drzwi, po czym nastąpiła taka wymiana zdań:
- Dzień dobry… … … czy jest Sławek?
- Tak, proszę.
- To on nie w szkole?
Tak to Bożena odwiedziła mnie po raz pierwszy.

[Sławek] 2007

Jak tata Kingi Kingę usypiał

(14:08:26) Matti: ostatnio mama opowiadala jak to w kredensie przy lozeczku kingi byla torba z cukierkami, i zawsze tata w nocy wstawal… i ktoregos razu mama zajrzala do torby a tam pusto :)

[Filip Stefaniak] 2007-07-20 16:10

Jak mama Ani spotkała koleżankę

Pisze Ania: „A propo: moja mama jechala w poniedziałek pociagiem do Warszawy i spotkala znajoma ale nie mogla sobie przypomniec jak się nazywa i gadaja, gadaja, ta pani mowi ze i ja i moja siostra ladnie wygladalysmy na weselu u Justyny. Moja mama podziekowala i się pyta - ” A jak się czuja rodzice Justyny?” A ta Pani - „Ja jestem mama Justyny” - i było smiesznie :)”

[Filip Stefaniak] 2007-07-20 16:10

1) , 2) tzn. 2005-01-09
historie_prawdziwe.txt · ostatnio zmienione: 2007/07/20 16:15 (edycja zewnętrzna)